Opublikowano Dodaj komentarz

Nie oceniaj książki po okładce

Każdy zna to powiedzenie bardzo dobrze. Zwykle kojarzy się ono bardziej życiowo i można doszukać się w nim głębszego przekazu. Ale tym razem skupimy się na prawdziwej ocenie okładek książek i o tym jaki wpływ mają na sprzedaż.
Dlaczego okładka jest tak ważna? Jak powinna wyglądać idealna okładka? Co powinno się na niej znaleźć? Czy to jak wygląda ma wpływ na ilość sprzedanych egzemplarzy? Co dzieje się w głowie książkoholika, który znajduje się w księgarni? Tak dużo pytań, a odpowiedzi… jeszcze więcej!
Okładka jest nieodłączną częścią książki, bowiem nikt nigdy nie widział w sprzedaży książki, która by jej nie miała. Właśnie dlatego jest ona tak ważna. Pierwsze wrażenie – okładka jest jak schludne ubranie, uśmiech lub podanie ręki przez osobę nowo poznaną – czyli wszystko to na co zwracamy uwagę w pierwszej chwili. Ciekawa – budzi zainteresowanie, chcemy wiedzieć co kryje się w środku, czy zawartość jest tak samo frapująca. To od niej tak naprawdę zaczyna się historia. I autor może być najzdolniejszą osobą na całej kuli ziemskiej, ale jeśli czytelnika nie zainteresuje okładka, to prawdopodobnie, nie dowie się o tym.
Dlaczego tak się dzieje? Nie bez powodu nasze powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce” powstało. Głównie dlatego, że wygląd okładki nie zawsze idzie w parze z jej treścią, a przecież jest to pierwsza rzecz, która skłania nas do podniesienia z półki tę właśnie książkę.
Każdy zna to z autopsji. Osoby, które pochłaniają książki, być może mniej – mają ulubione gatunki, całe listy tego co chcą przeczytać i byle okładka ich przed tym (raczej) nie powstrzyma. Zaś kogoś, kto rozpoczyna swoją przygodę z czytaniem zapewne już tak.
Co powinna mieć zatem okładka idealna?
Na pewno kolory. I to nie byle jakie kolory. Tu wcale nie chodzi o to, że im bardziej kolorowa książka tym poczytniejsza. Kolory przede wszystkim muszą pasować do siebie (Jeśli jest ich więcej niż jeden) i do gatunku książki. Przykład? Mroczny horror i jaskrawo żółta okładka ze słoneczkiem? No chyba, że ma to jakiś ukryty przekaz zawarty w treści. Być może taka wersja w ostateczności by się obroniła. Nie mniej jednak warto zastanowić się czy byłby to dobry pomysł. Ognisty romans z psychodelicznie uśmiechającym się mapetem na okładce? Wydaje się na pozór logiczne, że na książce biograficznej znanego i cenionego profesora nie znajdziemy raczej zdjęcia Kubusia Puchatka, ale nie zawsze tak jest. Głównie dlatego, że autor wydający swoją książkę chce zabłysnąć oryginalnością, a nie zawsze ma mu kto wybić niektóre pomysły z głowy lub zwyczajnie ukierunkować na odpowiedni tor. A warto zasięgnąć opinii od osób, które znają się na grafice i projektowaniu okładek choćby po to, żeby czytelnicy chętnie sięgali po nasze dzieło.
Tytuł i nazwisko autora grają pierwsze skrzypce. Nie zawsze jednak razem. Często naprzemiennie. Głównie dlatego, że im bardziej znany autor tym więcej się mu wybacza. Tym mniejszą uwagę zwracamy na szatę graficzną okładki lub tytuł. Przykład? Remigiusz Mróz całą serię książek o Chyłce wydał z niewie różniącymi się od siebie okładkami. I nikt nie ma mu tego za złe. Dlaczego? Bo to Mróz. Poza tym jest to jakiś pomysł na serię. Dlatego mniej znani autorzy powinni większą uwagę skupić na tytule książki – musi być zachęcający i samej okładce. Proporcja tytuł do nazwiska jest wprost proporcjonalna do popularności. Im Bardziej znany autor tym większe nazwisko bądź pseudonim a mniejszy tytuł i odwrotnie. Głównie dlatego, że świeżo upieczonego artysty i tak na początku nikt nie kojarzy.
Grzbiet książki to historia taka sama jak z jej frontem + logo naszego wydawnictwa.
Warto jednak wspomnieć, że okładka to nie tylko pierwsza strona książki. Więc czym jest okładka? Weź do ręki pierwszą lepszą książkę, najlepiej oprawioną na miękko. Jak widzisz okładka to ta sztywniejsza część książki. Ile ma stron? Cztery. I wszystkie cztery strony są tak samo ważne. Pierwszą mamy już z głowy. Druga strona może być oczywiście gładka. Może być nawet bez koloru, ale na pewno nie będzie aż tak ciekawa. Warto zadrukować również i tą część. Czasami spotykamy się też z różnego rodzaju tłoczeniami lub… skrzydełkami. Skrzydełka to przedłużenie okładki zaginane do wewnątrz. Taka książka nie dość, że wygląda atrakcyjnie, to skrzydełka nierzadko pełnią rolę zakładki, np. jeśli nie mamy jej akurat przy sobie. Skrzydełka są z reguły dwa, choć zdarzały się przypadki książek tylko z jednym. Co się na nich znajduje? Zazwyczaj na jednym z nich jest zdjęcie autora oraz krótki opis, na drugim np. fragment książki, opinie innych autorów lub opis, który zwykle znajduje się na czwartej, ostatniej stronie okładki bez skrzydełek.
Trzecia strona, również wewnętrzna też jest ciekawym miejscem do wykorzystania. Może być kontynuacją grafiki z drugiej książki, może być zapowiedzią kolejnej, a może znajdować się na niej np. mapa? Tak naprawdę zależy to tylko i wyłącznie od pomysłu autora i warto z niej skorzystać.
Czwarta strona, to już wspomniany wcześniej krótki opis książki lub opis autora. Czasem jedno i drugie. W zależności czy posiadamy możliwe do wykorzystania skrzydełka. Na niej znajduje się również kod kreskowy, isbn i cena.
Wszystkie cztery strony okładki zachęcają lub nie do przeczytania środka. Dlatego warto poświęcić jej więcej uwagi. Projekt okładki nie musi być przykrym obowiązkiem. Może być świetną zabawą lub miejscem do spełnienia swojej artystycznej wizji i warto włożyć w nią tyle samo (o ile nie więcej) serca co w samą treść.
Wszystko z czasem zostanie nagrodzone ilością sprzedanych egzemplarzy. Czytelnik wchodząc do księgarni często sam nie wie czego poszukuje. Kieruje się zmysłem. Jeśli nie poszukuje konkretnego tytułu, porusza się po miejscu, w którym leży setki, a nawet tysiące książek. Rzadko kiedy ktoś ma na tyle czasu, żeby przeczytać choć krótki fragment lub opis. Właśnie dlatego okładka jest taka ważna.
Warto jednak nie projektować jej zupełnie samemu, a zlecić ją osobie, która zna się na tym lepiej i wie jak wygląda projekt „przed” żeby wyglądał dokładnie tak samo „po” i, żeby nie trzeba było zwracać całego nakładu. Szkoda byłoby zmarnować ciężką pracę i zainwestowane pieniądze. A przecież nic nie pójdzie do druku bez wiedzy autora.